Gra lepsza, ale wciąż nie za dobra. Sao Paulo tylko remisuje z Flamengo grając całą drugą połowę w dziesięciu.
Mecz jeszcze się tak naprawdę nie zaczął, kiedy w 4. minucie okropny kiks popełnił dobrze ostatnio grający bramkarz Denis. Chcąc wybić niegroźną piłkę zagraną do niego przez obrońcę, kopnął ją wprost pod nogi Fierro. Co prawda natychmiast rzucił się wraz z obrońcami do ratowania sytuacji, ale na nieszczęście SPFC strzał Fierro, mimo że zablokowany, wpadł po rykoszecie do zupełnie pustej bramki. Fatalny początek meczu.
Osiągając tak szybko przewagę Flamengo zaczęło grać dużo śmielej i na luzie. W 10. minucie Adriano znalazł się sam na sam z Denisem (chyba był minimalny spalony), ale anemiczny strzał młody goleiro wyłapał, rehabilitując się nieco za wpadkę.
Sao Paulo, mimo sporej niedokładności w podaniach, też starało się odważniej atakować. Wariant bez Washingtona sprawił, że byli dużo ruchliwsi.
W 19. minucie ładną akcję na połowie Flamengo rozpoczął fantastyczny (znowu!) Miranda. Zagrał w pole karne do Marlosa, który sprytnie i szybko podał między obrońców do nadbiegającego Borgesa, a ten z kolei miał już przed sobą jedynie bramkarza Bruno, którego z łatwością pokonał.
Remis. Wracają nadzieje, bo akcja naprawdę ładna. Ale co z tego, skoro dwie minuty później Adriano ogrywa obronę Sampy, na pełnej szybkości wpada w pole karne i jest faulowy przez Renato Silvę. Karny...
Bomba w prawy róg i mamy 1-2. Adriano nie świetował gola zbyt hucznie tłumacząc po meczu, że był to gest w stronę Sao Paulo FC za to, co uczynili dla niego w roku zeszłym.
Dla niezorientowanych: Adriano, niechciany za bardzo w Interze z powodu swoich słabości (balangi, smaczna pizza, wyborne chianti) grał w zeszłym sezonie w Sao Paulo, w którym wrócił do formy, nastrzelał wiele goli i dostał ponownie - jako gracz SPFC - powołanie do kadry narodowej.
Sampa wzięła się znowu do odrabiana strat, ale robiła to zbyt niepewnie. W 26. minucie Marlos miał dobrą okazję, ale jego strzał był za lekki. Kilka minut później Hernanes posłał uderzenie z wolnego tuż nad bramką Bruna. W 36. minucie znowu Marlos, ale znów za lekko.
Nadeszła 44. minuta gry. Renato Silva stracił niepotrzebnie piłkę jeszcze na połowie Flamengo, a próbując ją odebrać sfaulował rywala. Sędzia zadecydował, że za faul należy mu się żółta kartka, a ponieważ już jedną dostał przy rzucie karnym, musiał opuścić boisko.
To wydarzenie popsuło plany Sao Paulo i utrudniło sytuację. Mieli grać całą drugą odsłonę w osłabieniu przeciwko dobrze broniącym "Czerwono-czarnym".
Ale Sampa niespodziewanie wyszła na drugą połowę bardziej zmobilizowana, szybsza. Mimo sporych błędów w rozgrywaniu, odnosiło się wrażenie, że gospodarze nieco przestraszyli rywala. Flamengo poza w sumie bardzo przeciętnym Adriano, nie mieli nikogo innego, kto mógłby wziąć grę na swoje barki. Poza tym zupełnie nie było widać, że grają z przewagą jednego gracza.
Wkrótce fatalnie grającego Hernanesa zastąpił Jorge Wagner, a niewidocznego Hugo - Eduardo Costa. To było dobre posunięcie Ricardo Gomesa. Sao Paulo osiągnęło wyraźną przewagę, która przyniosła efekt w postaci gola. Piłkę w przed polem karnym otrzymał Miranda(!) i zaczął bawić się w środkowego napastnika (nie pierwsze jego ofensywne ciągoty w niedzielę). Minął kilku zawodników Fla, którzy nie potrafili mu zabrać piłki, wpadł z nią w pole karne, gdzie w końcu został powalony na ziemię. Po 48 meczach karny dla Sao Paulo!!! Jorge Wagner i remis!
Sao Paulo nadal próbowało odwrócić losy meczu, ale lekko opadali z sił, gra się wyrównywała. Piłkarze Flamengo zamiast to wykorzystać i zaatakować, ograniczali się jedynie do łapania żółtych kartek, których dostali bodajże osiem lub dziewięć.
Mimo tego, obie drużyny w ostatnich minutach walczyły o zwycięstwo. Najpierw Marlos przedarł się prawą stroną w pole karne Fla, zagrał do środka, ale Jean zmarnował chyba najdogodniejszą okazję do strzelenia bramki, pudłując z kilku metrów. Za chwilę bardzo podobną akcję przeprowadziło Flamengo, i teraz z kolei oni zmarnowali jeszcze lepszą szansę - Ze Roberto nie trafił do pustej niemal bramki.
Wejście Washingtona i jego gra w ostatnim kwadransie, pokazała, że jak chce, to potrafi. W 90. minucie doszło z jego udziałem do najbardziej dyskusyjnej sytuacji meczu. Próbując przechwycić górną piłkę został złapany i powalony na ziemię przez obrońcę Flamengo Evertona Silvę. Ewidentny rzut karny, ale sędzia zawodów pan Ricardo Marques Ribeiro popełnił jeden, jedyny błąd w całym meczu (przyznawali to wszyscy komentatorzy i eksperci jakich wczoraj słuchałem) i jedenastki nie przyznał. Washington niemal oszalał z wściekłości, a to typ piłkarza, który nie pada na ziemię przy byle kontakcie.
Sampa, mimo w sumie przeciętnej gry, jednak zasłużyła na zwycięstwo. Broniła się (atakowała!) całą drugą połowę grając w osłabieniu i prawie odwróciła wynik na swoją korzyść. Flamengo co prawda też grało osłabione brakiem kilku graczy, ale przy sporym szczęściu (przypadkowy gol już w 4. minucie), grając 45 minut w przewadze i prowadząc prawie dała sobie odebrać wszystkie punkty.
Najlepszym graczem SPFC bez dwóch zdań Miranda (klasa światowa), który nie zawinił przy żadnej z bramek, a w ataku bardzo pomógł zaliczając właściwie dwie asysty. Dobrze zagrali też Jorge Wagner i bardzo aktywny Marlos. No, i strzelec gola Borges.
We Flamengo poza Adriano, który właściwie nie pokazał wielkich umiejętności, nie wyróżnił się nikt. Nawet bramkarz Bruno nie miał chyba żadnej trudniejszej interwencji.
Za tydzień Sao Paulo jedzie do lidera...
SPFC: Denis - Jean Rolt, Renato Silva, Miranda - Arouca, Jean, Hernanes (kapitan) (59. Eduardo Costa), Marlos, Junior Cesar - Hugo (59. Jorge Wagner), Borges (76. Washington).
Gole: Borges (19.) i Jorge Wagner (65. karny)
Żółte kartki: Renato Silva 2, Jorge Wagner
Czerwona: Renato Silva (44.)
komentarze (0) | dodaj komentarz